kapłanka wszelkich zmian
Na koncercie Jarbo cieszyłem sie jak dziecko. Zaczęło się od gorączkowych poszukiwań lekarza– tu pomógł Tomek. Jarbo jest przeziębiona i przed każdym koncertem konsultuje, czy może śpiewać czy nie. Oczywiście każdy lekarz mówi, że nie może– mniej lub bardziej– więc ona śpiewa mniej lub bardziej– w Warszawie 43 minuty, we Wrocławiu pięćdziesiątparę. ale koncert– daj Panie Boże zdrowie i boginii Kali. Świetni muzycy, basista w transie– wpatrzony w Jarbo jak w kapłankę. Ona mimo niedyspozycji głosowych, nie dajaca poznać po sobie choroby i zmecznia. Oddana publiczności. Późna godzina, deszcze i wichry, wątła promocja wynikajaca z decyzji o koncercie podjętej niespełna 2 tyg. wcześniej, to wszystko spowodowało, że niewiele ponad 100 osób przyszło na koncert. Za to sami swoi: Seweryn, Zosia, Maciek Frett, młodzież z Rockersa, Hubert i wiele innych osób, których dawno nie było. I TO MOJA WINA, bo nie zrobię dla nich imprez. Za to bujają się po Ośrodkach, CRK, OPT i innych mniej kulturalnych miejscach z wyszynkiem. No może poza Maćkiem, bo on oddaje sie organizacji życia rodzinnego i imprez masowych. Mam wielką ochotę zrobić coś dla firlejowej publiczności jesienią, bo ostanio zyskujemy w świecie, a jakbyśmy tracili we Wrocławiu. A może to złudzenie. W ogóle chcę zmieniać świat– ALE JUTRO– JESIENIĄ. DOSTAŁEM ŚWIETNA PŁYTĘ Brant Bjork!!!!! Wchodzi miękko nie przerywając snu. Idealnie.